Podobno siedem do szczęśliwa liczba. Dla kogo okaże się szczęśliwe siódme już Grand Prix, rozgrywane na ulicach Baku – stolicy Azerbejdżanu? Tego nie wiemy. Wiemy z kolei, że do tej pory kibice mogli oglądać zawodników rywalizujących w Grand Prix Europy w 2016 roku, a także w Grand Prix Azerbejdżanu w latach 2017-2019 oraz 2021-2022. Tor uliczny w Baku, stworzony przez Hermanna Tilke, cechuje się niesamowicie długimi prostymi, zakrętami pod kątem 90 stopni oraz trudną dla kierowców sekcją zamkową, której mile z pewnością nie wspomina Charles Leclerc.

Obecnie autorem najszybszego okrążenia na torze w Baku jest właśnie wspomniany Monakijczyk, który w 2019 rok uzyskał podczas wyścigu czas 1:43.009. W tym samym roku rekord, jeśli chodzi o czas kwalifikacji, wyśrubował z kolei Valtteri Bottas, który bolidem Mercedesa pokonał okrążenie w czasie zaledwie 1:40.495. Do tej pory pewne w Baku było jedno: co roku inny kierowca zdobywa pole position, co roku inny kierowca wygrywa wyścig oraz corocznie inny zawodnik wykręca najszybsze okrążenie podczas niedzielnej rywalizacji. Jak będzie tym razem i ile zmieni się w związku z nowym, sprinterskim formatem? Zobaczymy! Tymczasem zerknijmy nieco w statystyki…

M191551 Statystycznie rzecz biorąc: GP Azerbejdżanu 2023
2019 Azerbaijan Grand Prix, Saturday – Wolfgang Wilhelm

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O SPRINTACH

To, co do tej pory wiedzieliśmy o sprintach, to z pewnością fakt, że mieszały w ustalaniu statystyk, dotyczących zdobywców pole position. Wreszcie to się zmieni. Obecnie, począwszy od Grand Prix Azerbejdżanu, obowiązywać będzie bowiem nowy format weekendów ze sprintami. Zamiast trzech sesji treningowych, czeka nas zaledwie jedna – w piątkowy poranek czasu lokalnego. Tuż po niej, tego samego dnia, odbędą się standardowe kwalifikacje, które – i tutaj następuje poprawka na korzyść miłośników statystyki – decydować będą o ustawieniu na starcie do niedzielnego wyścigu. Całkowitej zmianie ulegnie to, co czeka kierowców w sobotę.

Zamiast trzeciej sesji treningowej odbędzie się… druga sesja kwalifikacyjna, decydująca o ustawieniu na starcie do wyścigu sprinterskiego, który odbędzie się tego samego dnia. Dzięki temu zawodnicy kwalifikują się w pewnym sensie dwukrotnie, do dwóch różnych wyścigów. Sesja Q1 takiego formatu, zwanego Sprint Shootout, potrwa 12 minut, a zawodnicy będą próbowali uzyskać jak najlepszy czas na oponach pośrednich. Następnie pięciu najsłabszych zawodników odpada, a reszta przechodzi do Q2 i ma kolejne 10 minut oraz znów do dyspozycji wyłącznie opony pośrednie. Po tym czasie znów odpada 5 najwolniejszych kierowców, a czołowa dziesiątka walczy przez 8 minut w Q3 na obowiązkowej, miękkiej mieszance opon, o jak najlepsze pozycje na starcie do sprintu.

Innymi słowy – czeka nas skrócona wersja kwalifikacji z wymuszonym na kierowcy ogumieniem. Jak sprawdzi się to w praktyce? Będziemy mieli okazję się przekonać nie tylko w Azerbejdżanie, ale także w Austrii, Belgii, Katarze, USA i Brazylii – tam również przewidziane są weekendy ze sprintem na dystansie 100 kilometrów, czyli około 30 minut. Zawodnicy nie mają obowiązku zjeżdżania do pit stopu (choć mogą tego dokonać), a punktuje czołowych ośmiu kierowców, zdobywając odpowiednio od ośmiu punktów za zwycięstwo do 1 punktu za ósmą lokatę.

GP2208 141224 31I7960 Statystycznie rzecz biorąc: GP Azerbejdżanu 2023
action, Pirelli, TS-Live, Baku City Circuit, GP2208a, F1, GP, Azerbaijan Lance Stroll, Aston Martin AMR22

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O ZWYCIĘŻANIU

Statystycznie rzecz biorąc, w tym roku nie wygra ani Lewis Hamilton, ani Vatteri Bottas, ani Sergio Perez, ani nawet Max Verstappen (nie wspominając o Nico Rosbergu i Danielu Ricciardo). Dlaczego? Bo właśnie ta szóstka kierowców (w tym dwóch poza obecną stawką) stawała już tutaj na najwyższym stopniu podium, a jeśli czegoś nauczył nas wyścig w Baku, to właśnie (między innymi) pojawiania się innego triumfatora w każdym sezonie. Jest tylko jeden szkopuł – bo statystycznie rzecz biorąc, do tej pory wygrywali tu wyłącznie kierowcy Mercedesa lub Red Bulla, a każdy z tych teamów ma po 3 triumfy na swoim koncie. Co ciekawe, Red Bull każde zwycięstwo zdobył z (oficjalnie) innym dostawcą silnika, który sygnowany był odpowiednio jako TAG Heuer, Honda lub RBPT.

W minionych sześciu wyścigach na torze ulicznym w Baku dwukrotnie (33,33%) zwyciężał zdobywca pole position – udało się to Rosbergowi i Bottasowi. Pozostali triumfatorzy sięgali po pojedyncze sukcesy (16,67%) z drugiego, trzeciego, szóstego i dziesiątego pola startowego. Ten ostatni wyczyn to zwycięstwo Daniela Ricciardo w 2017 roku, natomiast triumf z P6 padł łupem Sergio Pereza w 2021 roku.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O BYCIU NA PODIUM

Na podium w stolicy Azerbejdżanu mieliśmy przyjemność gościć jak na razie jedenastu zawodników, spośród których siedmiu znajdziemy także w tegorocznej stawce. Najczęściej, bo aż czterokrotnie szampana mógł kosztować tutaj Sergio Perez. Po dwie wizyty na podium odnotowali tutaj Valtteri Bottas i Lewis Hamilton, po jednej zaś – Lance Stroll, Pierre Gasly, Max Verstappen i George Russell.

Jeśli spojrzymy na wizyty na podium z perspektywy konstruktorów, aż 6 razy meldowali się na nim kierowcy Mercedesa, 4-krotnie Red Bulla i trzykrotnie Ferrari. Po jednym podium zdobył tutaj także Williams, Aston Martin i AlphaTauri, z kolei dwa padły łupem dawnego Force India. Zgoła inaczej wygląda statystyka dotycząca dostawców silników: 10 podiów dla Mercedesa, 3 dla Ferrari, a także (po części dzięki kombinacjom z nazwami silnikowymi Red Bulla) 2 dla Hondy, 2 dla RBPT i 1 dla TAG Heuer.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O NAJSZYBSZYCH OKRĄŻENIACH

Najszybsze okrążenia wyścigowe padły w Baku łupem sześciu różnych zawodników – Nico Rosberga, Sebastiana Vettela, Valtteriego Bottasa, Charlesa Leclerca, Maxa Verstappena i Sergio Pereza. Co roku najszybsze okrążenie wykręca inny kierowca, ale przekłada się to na pewien schemat, jeśli chodzi o zespoły. Statystycznie rzecz biorąc bowiem po dwa najszybsze okrążenia wyścigu mają tutaj zarówno Mercedes, jaki Ferrari oraz Red Bull. Żadnemu innemu zespołowi się do tej pory nie udało wykręcić tzw. Fastest Lap.

Jeśli spojrzymy natomiast na zdobywców Pole Position w sobotnich kwalifikacjach do wyścigu, jedynym kierowcą, który dwukrotnie startował z pierwszego pola, jest Charles Leclerc. Pozostali szczęśliwcy to zaledwie Nico Rosberg, Lewis Hamilton, Sebastian Vettel i Valtteri Bottas. Co więcej, po trzy kwalifikacyjne triumfy odniosły tutaj zarówno zespół Mercedesa, jak i Ferrari. Jeśli zatem którykolwiek z kierowców Red Bulla okaże się w tym roku najszybszy w kwalifikacjach, przełamie niemiecko-włoską dominację.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O OBECNEJ STAWCE

Przyjrzyjmy się nieco bliżej każdemu z zespołów, by przekonać się, jak może wyglądać nastawienie zawodników i ich szanse w tym wyścigu.

Red Bull Racing

Pierwszy wyścig w tym sezonie bez dubletu Red Bulla za nami. Mimo to można odnieść wrażenie, że wszystko jest po staremu – Verstappen wygrywa, Perez usuwa się w cień… pozostaje pytanie – na jak długo? Statystycznie rzecz biorąc to Perez był tutaj na podium dwukrotnie, zwycięstw w Baku obaj panowie mają tyle samo. Może być ciekawie – a doskonale pamiętamy, jak skończyła się w 2017 roku zawzięta rywalizacja Verstappena z Ricciardo na tym torze. Nikt w Red Bullu raczej nie ma ochoty na powtórkę z rozrywki…

Aston Martin

To, co odczynia w tym sezonie Fernando Alonso, przechodzi najśmielsze oczekiwania. Trzy wyścigi, trzy trzecie miejsca. Statystycznie rzecz biorąc, powinniśmy brać za pewnik wizytę starszego pana z Oviedo na najniższym stopniu podium. Lance Stroll z pewnością pamięta swój doskonały wyścig, w którym stracił P2 na ostatnich metrach, wyprzedzony przez Valtteriego Bottasa. Jeśli bolid Astona Martina jest tak dobry, jak wskazują na to wyniki Alonso, Lance może pokusić się o zaskoczenie wszystkich i pojawienie się na naprawdę wysokiej pozycji. Pożyjemy, zobaczymy…

Mercedes

Mercedes wraca do gry! Wprawdzie zespół może mieć powody do zmartwień, mając na uwadze wycofanie się z ostatniego wyścigu George’a Russella, który mógł myśleć nawet o zwycięstwie, ale osłody z pewnością dodaje drugie miejsce Lewisa Hamiltona. Raz, że to jasne potwierdzenie coraz lepszej dyspozycji Mercedesa, dwa – być może właśnie tego potrzebował Lewis, by mentalnie wrócić na właściwe tory. Bardzo jestem ciekaw, co Faceci w Czerni zaprezentują nam w Azerbejdżanie.

Ferrari

Miało być pięknie, wyszło jak zawsze – to typowo polskie powiedzenie doskonale oddaje nastroje panujące w Maranello. Tifosi po raz kolejny szykowali się na rok Ferrari, tymczasem już w trzecim wyścigu sezonu Charles Leclerc odpada na pierwszym zakręcie (choć przyznajmy – nie z własnej winy), a Carlos Sainz dostaje pod koniec rywalizacji karę, która pozbawia go jakichkolwiek punktów za przewinienie, którego dokonał na okrążeniu, którego formalnie nie było. Wygląda to kuriozalnie, ale dokładnie to samo można powiedzieć o obecnej formie Scuderii. Pozostaje mieć nadzieję, że niemal miesięczna przerwa od ścigania po Grand Prix Australii wyszła zawodnikom i strategom na dobre.

McLaren

Chciałoby się powiedzieć, że Papaja wraca do gry, ale… o ile w przypadku Mercedesa wyraźnie widać postęp, o tyle w przypadku McLarena skłaniałbym się bardziej do rzucenia przysłowiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Owszem, szóste miejsce Lando i ósme Oscara (pierwsze punkty w karierze, i to przed domową publicznością) to bez wątpienia dobry wynik, pamiętajmy jednak, ilu zawodników nie ukończyło tego wyścigu. Jeśli obaj kierowcy w Baku wykażą się doskonałą formą, potwierdzą, że dwanaście punktów McLarena w tym sezonie to nie jest dzieło wyłącznie przypadku.

Alpine

Jeśli poszukiwalibyśmy autorów do zaplanowanego przez nas grubego poradnika o tym, w jaki sposób głupio tracić punkty, duet Alpine mógłby napisać nawet kilka tomów. Biorąc pod uwagę doświadczenie minionych lat, dokładając do tego sytuację z Grand Prix Australii… Ach, szkoda słów. Pozostaje mieć nadzieję, że panowie skorzystali z zimnego prysznica w przerwie, jaką zafundował nam kalendarz F1. Wszak w Baku zazwyczaj jest gorąco…

Haas

Fruwającą oponę Kevina Magnussena aż chciałoby się pominąć, trudno jednak przejść obojętnie wobec wydarzenia, które na swój sposób ukształtowało ciąg dalszy minionego Grand Prix. Głupi, ale bardzo kosztowny błąd wyeliminował bowiem nie tylko Magnussena, ale też „parę” innych osób. I jasne, to raczej dzieło przypadku, biorąc pod uwagę jego doświadczenie, niemniej nie przyczynił się do poprawy zdobyczy punktowej zespołu. Dokonał tego jednak Nico Hulkenberg, zdobywając sześć punktów za siódmą lokatę. Oby to był dobry symptom, wskazujący na to, że Hulk wraca do swojej regularności, do której byliśmy przed laty przyzwyczajeni. Jasne, z podium było mu zawsze nie po drodze, ale jednak punkty potrafił zgarniać niemal hurtowo. Ciekawe, co przyniesie Haas… znaczy, czas.

Alfa Romeo

Zhou Guanyu dziewiąty, Valtteri Bottas jedenasty. Ocierali się o te punkty, ocierali, no i Chińczyk wreszcie zgarnął jeden do kolekcji. Tym samym grono tych, którzy są bez punktów w tym sezonie to wyłącznie Logan Sargeant i Nyck de Vries, czyli dwójka debiutantów. Nie oznacza to jednak, że Zhou może być o swoją posadę spokojny. Co jak co, ale biorąc pod uwagę gorszy weekend mniej więcej połowy stawki, punktów, po które można było sięgnąć, z pewnością było o wiele więcej.

AlphaTauri

11. miejsce Yukiego Tsunody mielibyśmy po raz trzeci z rzędu, jednak kara dla Carlosa Sainza wywindowała Japończyka na ostatnią z punktowanych pozycji. Marne to jednak pocieszenie dla zespołu, bo Nyck de Vries odpadł z rywalizacji na dwa okrążenia przed końcem wyścigu. Pocieszający może się wydawać fakt, że chaosu nie brakowało, a do mety dojechało ostatecznie zaledwie 14 zawodników. W tym sęk, że w przypadku zespołów z końca stawki (a takim jest obecnie AlphaTauri) takie sytuacje powinny być dla nich okazją do zapunktowania, jeśli w standardowych warunkach nie mają na to żadnych szans.

Williams

Zbyt długo Williams w środkowej części tabeli się nie utrzymał… Zaledwie trzy wyścigi za nami, a my wracamy do swoistego „punktu wyjścia”, czyli okupowania ostatniego miejsca w klasyfikacji generalnej. Trudno się jednak dziwić – podwójny DNF (dla Alexandra Albona to już drugi z rzędu) ma swoje przykre konsekwencje. Pozostaje mieć nadzieję, że Alex odbuduje pewność siebie i wróci do walki o punktowane pozycje, a Logan „objeździ” się z tegorocznym bolidem i również zacznie walczyć o wyższe lokaty.

Dziennikarz z wykształcenia, redaktor z zamiłowania. Miłośnik Formuły 1 od 2006 roku i debiutu Roberta Kubicy. Fan Charlesa Leclerca i Scuderii Ferrari, z ciekawością zerkający także na inne serie wyścigowe: F2, F3 i Indycar. W życiu prywatnym mąż i ojciec trójki dzieci, wychowywanych na kolejnych fanów motorsportu.