Położony w Belgii tor Spa-Francorchamps mieszczący się 50 km na południe od Liège to obiekt znany miłośnikom ścigania bez względu na to, w jakiej szerokości geograficznej mieszkają. Z kultowym Eau Rouge, Spa jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych torów, o dość charakterystycznym kształcie pętli, trudnym do pomylenia z innymi obiektami wyścigowymi. Na jego kształt składają się nie tylko długie proste, ale też szybkie, techniczne zakręty, które muszą być pokonywane z niemal chirurgiczną precyzją, by wycisnąć jak najwięcej tempa z bolidu. Nitka toru liczy sobie aż 7,004 km (4,352 mili) – a tym samym wyścig o Grand Prix Belgii odbywa się na najdłuższym torze wyścigowym w kalendarzu F1.

Rekord okrążenia wyścigowego ustanowiony został w 2018 roku przez Valtteriego Bottasa, który bolidem Mercedesa wykręcił w trakcie Grand Prix Belgii rezultat 1:46.286. Najszybszy czas uzyskany podczas sobotniej sesji kwalifikacyjnej z kolei należy do Lewisa Hamiltona. To właśnie Brytyjczyk, jadąc bolidem Mercedesa w 2020 roku, sięgnął po pole position z czasem 1:41.252. Jak będzie w tym roku? Zobaczymy, tymczasem przyjrzyjmy się temu, co o Grand Prix Belgii mówią nam statystyki.

Dla celów statystycznych wzięliśmy pod uwagę wyłącznie te Grand Prix Belgii, które odbywały się na torze Spa-Francorchamps. Historycznie bowiem byliśmy ponadto świadkami 10 wyścigów na torze Zolder oraz dwóch na Nivelles.

M168982 Statystycznie rzecz biorąc: GP Belgii 2023
2018 Belgian Grand Prix, Saturday – Steve Etherington

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O ZWYCIĘŻANIU

Choć aż 55 razy byliśmy świadkami wyścigu o Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps, jedynie 28 zawodnikom udało się zająć pierwsze miejsce i wysłuchać swojego hymnu narodowego. Rekordzistą toru jest Michael Schumacher, który dokonał tego aż sześciokrotnie, a tuż za nim plasuje się Ayrton Senna z pięcioma zwycięstwami. Jeśli spojrzymy na obecną stawkę, tylko czterech zawodników zwyciężało na tym torze, a najbliższy dogonienia rekordzistów jest Lewis Hamilton, który w Belgii wygrywał aż czterokrotnie. Dwa triumfy odnotował na tym obiekcie Max Verstappen, natomiast po jednym zwycięstwie odnieśli w Spa także Daniel Ricciardo i Charles Leclerc.

Statystycznie rzecz biorąc, najlepszy zespołem w Spa-Francorchamps było Ferrari (z 14 zwycięstwami), a tuż za nim – McLaren (12 zwycięstw). Jeśli chodzi o konstruktorów, nadal obecnych w stawce Formuły 1 powinniśmy pamiętać o 5 zwycięstwach Mercedesa i takiej samej liczbie triumfów Red Bulla, 3 zwycięstwach dla Williamsa i 2 dla Alfy Romeo (w zamierzchłych czasach).

Aż 21 razy (38,18%) zwyciężał tutaj zdobywca pole position, a czternastokrotnie (25,45%) – jego rywal z pierwszego rzędu. Siedem razy (12,73%) triumfował zawodnik, startujący z trzeciego pola, pięć razy (9,09%) – z szóstego, trzykrotnie (5,45%) – kierowca startujący z 5. pozycji. Po jednym triumfie (odpowiednio 1,82%) zaliczyli także kierowcy, którzy startowali z 8., 10., 12., 14. oraz 16. pozycji. Rok temu to właśnie z 14. pola startowego zwycięstwo odniósł Max Verstappen, choć pole position padło łupem Carlosa Sainza.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O BYCIU NA PODIUM

Na podium po wyścigu o Grand Prix Belgii Formuły 1 na torze Spa-Francorchamps do tej pory widzieliśmy aż 75 zawodników. Rekordzistą pod tym względem jest Lewis Hamilton, który podczas swojej kariery w F1 smakował na tym obiekcie szampana aż 10-krotnie. Jeśli spojrzymy na obecną stawkę w Formule 1, czterokrotnie na podium stał tutaj Max Verstappen, trzykrotnie – Fernando Alonso, Daniel Ricciardo i Valtteri Bottas, a po jednej wizycie na podium w Spa mają w swoim dorobku w F1 także Charles Leclerc, George Russell, Carlos Sainz i Sergio Perez.

Spośród konstruktorów niekwestionowanym liderem jest Ferrari z 40 wizytami na podium. 25 razy meldowali się na nim z kolei zawodnicy McLarena, 15 razy – Mercedesa, a po 14 wizyt zaliczyli kierowcy Williamsa i Red Bulla. Trzykrotnie na podium byli też zawodnicy reprezentujący Alfę Romeo. Jeśli spojrzymy na dostawców silników, na czele nadal jest Ferrari (40 podiów), a tuż za nim Mercedes (31) i Renault (24). Trzynaście razy na podium znajdowały się bolidy napędzane silnikami Hondy (plus kolejne 4 razy Mugen Honda), trzykrotnie – TAG Heuer, a dwukrotnie – RBPT.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O NAJSZYBSZYCH OKRĄŻENIACH

O tym, jak trudno jest wykręcić najszybsze okrążenie wyścigu o Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps najdobitniej świadczy fakt, że z obecnej stawki sztuka ta udała się tylko czterem zawodnikom. Lewis Hamilton dokonał tego dwukrotnie, a po jednym Fastest Lapie mają na swoim koncie także Valtteri Bottas, Daniel Ricciardo i Max Verstappen. Co ciekawe jednak jest pięciu zawodników może pochwalić się tą samą liczbą najszybszych okrążeń, co Lewis, a kolejna piątka jest od niego pod tym względem lepsza. Ot, Alain Prost dokonał tego aż sześciokrotnie, Michael Schumacher i Sebastian Vettel czterokrotnie, a po trzy FL mają Fangio i Clark.

Równie trudno sięgnąć tu po pole position – zaledwie 34 zawodników okazywało się najszybszymi w sobotnich kwalifikacjach. Na czele tabeli – Lewis Hamilton z 6 pole position, tuż za nim Fangio i Senna – po cztery. Jeśli spojrzymy na obecną stawkę, poza Hamiltonem zaledwie trzech innych kierowców wygrywało tutaj kwalifikacje – Charles Leclerc, Max Verstappen i Carlos Sainz.

attachment 122689 90a8e6da 5577 429b 89fa e5521d220150 Statystycznie rzecz biorąc: GP Belgii 2023

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O OBECNEJ STAWCE

Przyjrzyjmy się nieco bliżej każdemu z zespołów, by przekonać się, jak może wyglądać nastawienie zawodników i ich szanse w tym wyścigu.

Red Bull Racing

Wprawdzie Max Verstappen przegrał kwalifikacje, ale nie ulega wątpliwości, że zespół poszedł na kompromisy, ustawiając auto na niedzielę i poświęcając sobotnie sesje kosztem odzyskiwania pozycji w wyścigu. Jak widać, opłacało się, a Red Bull ustanowił najdłuższy w historii ciąg zwycięstw pojedynczego zespołu i ma ich na koncie 12 (od ubiegłorocznego GP Abu Zabi do teraz). I chyba nikt nie ma wątpliwości, że na tym nie poprzestaną. Max obecnie ma na koncie 7 zwycięstw z rzędu, co plasuje go na drugim miejscu w historii ex aequo z Alberto Ascarim czy Michaelem Schumacherem. Liderem tego zestawienia pozostaje Sebastian Vettel z 9 zwycięstwami w 2013 roku (od GP Belgii do GP Brazylii), ale patrząc na tempo Red Bulla, możemy spodziewać się po przerwie wakacyjnej detronizacji. Sergio Perez robił, co mógł i pojawienie się na podium po starcie z odległych pozycji z jednej strony jest czymś godnym podziwu, z drugiej jednak – w najszybszym samochodzie w stawce dziwne by było niedokonanie tego wyczynu. Zwłaszcza, gdy ma się nad sobą widmo zdenerwowanego Helmuta Marko.

Mercedes

Pole position Lewisa Hamiltona przed Grand Prix Węgier – któż by się spodziewał! Sam zainteresowany przyznał, że smakowało tak samo, jak pierwsze tego typu osiągnięcie w karierze. Szkoda, że nie udało się tego przekuć w zwycięstwo i już po pierwszym okrążeniu Lewis spadł na czwarte miejsce, niemniej uwzględniając dodatkowo szóstką lokatę George’a Russella był to całkiem dobry wynik dla ekipy Mercedesa. Udało się zwiększyć przewagę and astonem Martinem, a w zasadzie o nic więcej na chwilę obecną walka się nie toczy. Red Bull ma ponad dwukrotnie więcej punktów i jedzie pewnie po oba mistrzowskie tytuły, pozostaje zatem cementowanie drugiej lokaty i tylko regularne wizyty na podium mogą osłodzić jeszcze sytuację ekipy z Brackley.

Aston Martin

Oba bolidy Astona Martina w punktach! Szkoda tylko, że na 9. i 10. pozycji… Można odnieść wrażenie, że o ile zespół na początku sezonu działał perfekcyjnie, to nagle dostał zadyszki, rywale wprowadzili skuteczne poprawki (ot, choćby McLaren), a Aston zaczyna delikatnie pikować w dół. I wprawdzie Fernando nadal jest trzeci w klasyfikacji kierowców, ale czuje już na plecach oddech Lewisa Hamiltona, któremu brakuje zaledwie 6 oczek do zrównania się z „Dziadem z Oviedo”. Co więcej, zaledwie 17 punktów za Astonem znajduje się Ferrari, które może i nie błyszczy strategią, ale za to regularnie dojeżdża nieco wyżej w punktach, więc zmiana miejsc wydaje się być nieunikniona, jeśli zespół Papy Smur… yy… Strolla nie wprowadzi żadnych skutecznych zmian.

Ferrari

Jest dobrze i niedobrze. Regularne punktowanie? Nawet jest. Regularne wysokie punktowanie? No, z tym już gorzej. Solidne tempo wyścigowe, pozwalające na walkę z Mercedesem i McLarenem (Astona pomińmy, tu nie będzie walki)? Cóż, przydało by się. A przede wszystkim – Ferrari bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje sensownej strategii. Nawet dobrze rokujący weekend wyścigowy potrafi być dokumentnie zmarnowany dziwnymi decyzjami strategicznymi. Mamy połowę sezonu, to doskonały moment, by zatrzymać się i dokonać rewizji tego, co działa, a co nie, a następnie zgrupowania sił, by sezon zakończyć PRZYNAJMNIEJ na trzeciej pozycji.

McLaren

Po raz pierwszy od 2012 roku McLaren dwukrotnie z rzędu zameldował się na podium! Wtedy był to efekt pojawienia się w TOP 3 w następujących po sobie wyścigach Lewisa Hamiltona i Jensona Buttona, tym razem – dwa razy z rzędu na podium stanął Lando Norris! Rozkręca nam się młody Brytyjczyk, Oscar Piastri zresztą tez, i ewidentnie widać, że zespół odrobił zadanie domowe, jeśli chodzi o wprowadzanie poprawek w swojej tegorocznej konstrukcji. Bardzo mocno kibicuję i jestem ciekaw, jak daleko przesunie się do końca sezonu ekipa, która na początku roku grzała ostatnie miejsca.

Alpine

Weekend do zapomnienia dla ekipy z Enstone, choć trzeba przyznać, że podwójny DNF po kolizji w pierwszym zakręcie pierwszego okrążenia nie jest winą ani Ocona, ani Gasly’ego. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że morale zespołu nie siądzie, a biorąc pod uwagę zmiany także w kierownictwie, trudno orzec, jakie nastroje panują obecnie w Alpine.

Williams

Jedenaste miejsce Alexa Albona w Grand Prix Węgier pozostawia pewien niesmak i niedosyt. Po tym, jak Albon udowodnił, że potrafi z bolidu wyciskać maksimum, o jakim nie śniło się inżynierom w Williamsie, pozostaje tylko mocno kibicować, by regularnie awansował do Q3, a następnie przekładał pozycję startową na solidny dorobek punktowy. A przynajmniej miał dobrą zabawę z jazdy, dającej jego zespołowi siódme miejsce w klasyfikacji generalnej. Logan Sargeant zameldował się na mecie podczas GP Węgier jako ostatni sklasyfikowany zawodnik i można odnieść wrażenie, że Amerykanin gdzieś się lekko podczas tego wyścigu pogubił. Oby zmieniony format weekendu ze sprintem oraz nadchodząca po nim przerwa wakacyjna pomogły mu odzyskać pewność siebie i wskoczyć nieco wyżej, by namieszać nam w stawce.

Haas

Jedyny pozytyw z minionego weekendu to chyba taki, że Hulk przyciągnął uwagę mediów zarówno na siebie, jak i – siłą rzeczy – na zespół Haasa. Szkoda tylko, że to za sprawą blond fryzury, nadającej mu szybko ksywkę HulKENberg, nawiązując do premiery filmu z Barbie w roli tytułowej. Cóż, Nadal nie wiemy też, jak kształtuje się potencjalny skład ekipy na 2024 roku i czy któregokolwiek z obecnych zawodników zobaczymy w niej w następnym sezonie. A, jak doskonale pamiętamy, nerwowe oczekiwanie na przedłużenie kontraktu niekoniecznie sprzyja skupieniu na torze.

Alfa Romeo

12 miejsce Bottasa i 16 dla Zhou Guanyu to wielki wstyd, biorąc pod uwagę start Zhou z P5 i Valtteriego z P7. Jasne, Zhou nagrabił sobie spowodowaniem kolizji na starcie, ale mimo wszystko Alfa pokazała w kwalifikacjach potencjał, który równie szybko zniknął, co się pojawił. Przydałoby się popracować nad długotrwałym efektem WOW, panowie…

AlphaTauri

Start wyścigu? Daniel P13, Yuki P17. Finisz wyścigu? Daniel P13, Yuki P15. Z jednej strony stabilnie i trzeba się cieszyć, że nie było gorzej, z drugiej – no nie do końca o to chodzi w ściganiu, prawda? Choć Daniel akurat jest usprawiedliwiony, pierwszy weekend wyścigowy od pół roku i nie stracić pozycji (nie startując z końca stawki, oczywiście) – to dobry wynik. Swoją drogą, na miejscu Yukiego zastanawiałbym się nad tym, co zamierzam robić w przyszłym sezonie, bo skoro po półrocznej przerwie Ricciardo kwalifikuje się wyżej i w wyścigu dojeżdża wyżej, to co nam to mówi o Tsunodzie? No właśnie…

Dziennikarz z wykształcenia, redaktor z zamiłowania. Miłośnik Formuły 1 od 2006 roku i debiutu Roberta Kubicy. Fan Charlesa Leclerca i Scuderii Ferrari, z ciekawością zerkający także na inne serie wyścigowe: F2, F3 i Indycar. W życiu prywatnym mąż i ojciec trójki dzieci, wychowywanych na kolejnych fanów motorsportu.