Położony w Montmeló w Katalonii, Circuit de Barcelona-Catalunya stanowi jeden z bardziej rozpoznawanych przez kibiców torów. Nic w tym dziwnego – to właśnie tutaj od 1991 roku, kiedy to zrezygnowano z rywalizacji m.in. na torze Jerez de la Frontera, rozgrywana jest co roku batalia o triumf w Grand Prix Hiszpanii. To właśnie tutaj od wielu lat swój domowy wyścig mają zarówno Carlos Sainz, jak i najstarszy kierowca w obecnej stawce – Fernando Alonso. Także tu odbywały się swojego czasu testy przedsezonowe, zanim zostały przeniesione na pustynny tor Sakhir w Bahrajnie. Tym, co w nieco niechlubny sposób wyróżnia tor w Katalonii, jest procesja kierowców, związana z rzadkimi objawami wyprzedzania podczas wyścigu. Czy w tym roku będzie inaczej?

Circuit de Barcelona-Catalunya nie powinien stanowić dla kierowców zagadki. Od czternastu do szesnastu zakrętów (zależnie od obecności szykany lub jej braku), jazda z ruchem wskazówek zegara, układ toru zmieniający się przez lata nieznacznie, wyłącznie w obrębie wspomnianej ewentualnej szykany przed prostą start/meta… Długość pojedynczego okrążenia, pokonywanego przez zawodników bez szykany to 4,657 km. Rekord toru to 1:18.149, ustanowiony dwa lata temu przez Maxa Verstappena w bolidzie Red Bulla RB16B. Mając na uwadze brak szykany oraz zupełnie inne bolidy niż w 2021 roku, istnieje szansa, że Verstappen wyśrubuje nowy rekord. Czy tak będzie? Czas pokaże – my natomiast zerknijmy w to, co pokazują nam statystyki.

SI202105080302 Statystycznie rzecz biorąc: GP Hiszpanii 2023
BARCELONA, SPAIN – MAY 08: Max Verstappen of the Netherlands driving the (33) Red Bull Racing RB16B Honda on track during qualifying for the F1 Grand Prix of Spain at Circuit de Barcelona-Catalunya on May 08, 2021 in Barcelona, Spain. (Photo by Bryn Lennon/Getty Images) // Getty Images / Red Bull Content Pool // SI202105080302 // Usage for editorial use only //

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O ZWYCIĘŻANIU

Do tej pory tor w Katalonii gościł Formułę 1 aż 32 razy, a mimo to na najwyższym stopniu podium stanęło zaledwie 16 zawodników. Oznacza to, że statystycznie rzecz biorąc, co drugi wyścig triumfatorem jest ktoś, kto już na tym obiekcie wygrał. Biorąc pod uwagę zeszłoroczne zwycięstwo Verstappena – czym tym razem dołożymy do puli nowe nazwisko? W gronie triumfatorów jest tylko trzech zawodników z obecnej stawki. Pierwszy z nich to Lewis Hamilton, który zwyciężał tu sześciokrotnie, pozostali dwaj to Fernando Alonso i Max Verstappen, mający na swoim koncie po dwa triumfy na tym torze.

23 razy (71,88%) zwyciężał zdobywca pole position, a sześciokrotnie (18,76%) triumfatorem okazywał się jego bezpośredni rywal z pierwszej linii. Po jednym zwycięstwie (3,12%) odnotowali tutaj natomiast zdobywcy trzeciego, czwartego i piątego miejsca podczas sobotniej sesji kwalifikacyjnej. Oznacza to jedno: w walce o palmę pierwszeństwa liczy się pierwszych dwóch, a maksymalnie pięciu zawodników z sobotniej czasówki. Jeśli oczekiwalibyśmy sensacji na tym obiekcie wyścigowym, to albo z racji wyników kwalifikacji, albo z powodu zamieszania w czołówce podczas wyścigu. To tutaj w 2016 roku byliśmy świadkami pamiętnej kraksy Hamiltona i Rosberga, w wyniku której pierwsze zwycięstwo w karierze odniósł Max Verstappen, który do wyścigu ruszał z czwartego pola.

Jeśli chodzi o klasyfikację konstruktorów na torze w Montmeló – aż 8 razy zwyciężało tutaj Ferrari, 7-krotnie Mercedes, 6-krotnie Williams. Do tego należy doliczyć jeszcze 4 triumfy RedBulla oraz McLarena.

attachment 124850 Statystycznie rzecz biorąc: GP Hiszpanii 2023

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O BYCIU NA PODIUM

Na podium w Barcelonie widzieliśmy do tej pory 32 różnych zawodników, z których zaledwie 6 ma szansę powiększyć w nadchodzący weekend swój dorobek w tym zakresie. Są nimi:

  • Lewis Hamilton – 10 podiów
  • Fernando Alonso – 7 podiów
  • Max Verstappen – 6
  • Valtteri Bottas – 4
  • Sergio Perez – 1
  • George Russell – 1

Królem Barcelony, jeśli chodzi o liczbę wizyt na podium, pozostaje nadal Michael Schumacher – Niemiec odbierał na tym torze trofeum aż 12 razy. W klasyfikacji zespołowej mamy aż 25 podiów dla Ferrari, 14 dla McLarena i Mercedesa, 13 dla Red Bulla i 10 dla Williamsa. Istnieje zatem szansa, że Red Bull już za moment przeskoczy Mercedesa i McLarena w tej statystyce.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O NAJSZYBSZYCH OKRĄŻENIACH

Nie tak łatwo wykręcić najszybsze okrążenie wyścigu, czyli tzw. Fastest Lap. Podczas rywalizacji o miano najlepszego w Grand Prix Hiszpanii na torze Circuit de Barcelona-Catalunya sztuka ta udała się do tej pory osiemnastu kierowcom, spośród których zaledwie czwórkę zobaczymy na torze podczas weekendowych zmagań. Aż pięciokrotnie dokonał tego Lewis Hamilton, a po jednym tego typu osiągnięciu mają ponadto Valtteri Bottas, Max Verstappen i Sergio Perez.

Sobotnie kwalifikacje do tej pory były domeną Mercedesa, który okazywał się najszybszy w sobotę aż 9 razy. Siedem razy Pole Position zdobyli kierowcy Ferrari, 5-krotnie Williamsa, 4-krotnie McLarena, a zaledwie 3 razy – Red Bulla.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O OBECNEJ STAWCE

Przyjrzyjmy się nieco bliżej każdemu z zespołów, by przekonać się, jak może wyglądać nastawienie zawodników i ich szanse w tym wyścigu.

Red Bull Racing

To właśnie na torze w Katalonii Max Verstappen wygrał po raz pierwszy w karierze, odnosząc triumf w Grand Prix Hiszpanii w 2016 roku w barwach Red Bulla. Także tutaj zwyciężył w poprzednim sezonie i nic nie wskazuje na to, by w tym roku nie miał dołożyć trzeciej wygranej na tym torze do swojej kolekcji. Nie ma mocnych na Holendra i nawet jego zespołowy kolega, Sergio Perez, obecnie odstaje nieco, biorąc pod uwagę popełniane przez siebie błędy. Red Bull zdominował jak do tej pory ten sezon, wygrywając wszystkie sześć wyścigów. Zaskoczeniem będzie, jeśli w Hiszpanii zwycięzcą okaże się ktoś inny.

Aston Martin

Aston Martin w minionym tygodniu baaaardzo przypominał kondycyjnie Red Bulla. Jeden zawodnik na czele stawki (piękne, zasłużone, drugie miejsce Fernando Alonso), drugi – podobnie jak Perez – okupujący tyły. Ewidentnie Lance Stroll podczas Grand Prix Monako testował możliwości bolidu, a przede wszystkim jego wytrzymałość. I tak cud, że nie doszło do żadnej neutralizacji. Jeśli jednak tak ma wyglądać jeżdżenie Lance’a w Formule 1, jego ojciec być może powinien pomyśleć nad zmianą syna… znaczy, nad zmianą syna na innego zawodnika w zespole. Pamiętajmy też, że to domowe Grand Prix dla Fernando – może zatem pokusić się o pierwszy triumf od… Grand Prix Hiszpanii. Tyle, że w 2013 roku. Czy czeka nas powrót na szczyt po dekadzie?

Mercedes

Niewiele brakło do tego, by stanąć na podium, czwarte i piąte miejsce duetu Mercedesa w Monako to było maksimum – choć perspektywy na więcej były, zanim George popełnił błąd po wyjeździe z alei serwisowej. Niemniej Mercedes pnie się do góry, już tylko punkt dzieli go od Astona Martina w klasyfikacji generalnej. Jeśli obaj zawodnicy nadal będą sukcesywnie dojeżdżać wysoko w stawce, a Stroll nie ogarnie się, co powinien zrobić już dawno – być może już w ten weekend czeka nas roszada w klasyfikacji generalnej konstruktorów.

Ferrari

Pisałem tydzień temu, powtórzę raz jeszcze: to nie jest i nie będzie rok Ferrari. Wprawdzie w poprzednim sezonie Charles Leclerc sięgnął tutaj po pole position, jednak trudno zakładać, że i tym razem mu się to uda. Carlos Sainz też szczególnie nie błyszczy – i choć nadzieje na to, że w swoim domowym Grand Prix pokaże klasę z pewnością są spore, to patrząc na obecną kondycię Scuderii co najwyżej możemy spodziewać się czegoś na kształt trzeciego miejsca. Pod warunkiem, że oba Red Bulle się rozbiją.

Alpine

Wyścig w Monako do najłatwiejszych nie należy, a mimo to obaj kierowcy Alpine doskonale wykonali swoje zadanie, zdobywając aż 21 punktów dla zespołu. Alpine wskoczyło na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, wyprzedzając McLarena, Esteban Ocon stanął po raz trzeci w karierze na podium (tym samym stał już zarówno na pierwszym, drugim, jak i trzecim miejscu) i pozostaje mieć nadzieję, że zespół otrząsnął się z marazmu, jaki widać było w początkowej fazie sezonu. Oby było coraz lepiej, bo takich niespodzianek, jak podium Estebana potrzebujemy w tym sezonie niesamowicie.

McLaren

Dziewiąte i dziesiąte miejsce Lando i Oscara wprawdzie daje małe powody do satysfakcji, bo jednak oba samochody pojawiły się w punktach, ale… ewidentnie jest niedosyt. Ekipa z Woking jeszcze w ubiegłym roku walczyła do ostatniej chwili o czwartą pozycję w stawce, a teraz pozbawiła się właśnie piątej na rzecz szóstego miejsca. I jakoś nie zanosi się, żeby kierowcy wykazywali potencjał do powrotu w górę tabelki. Jedno trzeba przyznać: Oscar Piastri jeździć potrafi – na chwilę obecną jest najlepszym debiutantem w stawce i McLaren wiedział, co robi, podbierając go ekipie Alpine.

Haas

Weekend w Monako nie należał do najlepszych w wykonaniu amerykańskiej ekipy z Maranello ;). Siedemnaste i dziewiętnaste miejsce to nie jest szczyt marzeń nawet dla Williamsa. Kevin wycofał się z wyścigu na kilka okrążeń przed końcem i jak na razie nie zanosi się, żeby przekonywał Steinera do przedłużenia kontraktu na kolejny sezon. Hulkenberg mimo swojego doświadczenia też nie błyszczał tym razem. Pytanie, czy w Hiszpanii los okaże się łaskawszy.

Alfa Romeo

Nie jest tak źle, jak mogłoby się chyba wydawać, bo 11 i 13 pozycja to jednak dość blisko punktowanych lokat. Wprawdzie przydałoby się jeszcze przekroczyć tę magiczną granicę, dzielącą dziesiąte miejsce od jedenastego, ale kto wie – może na bardziej konwencjonalnych torach niż ten w Monako będzie to nieco łatwiejsze. Tak czy inaczej, jak na razie moim subiektywnym zdaniem obaj panowie nadają się do wymiany w kolejnym sezonie na lepiej zapowiadających się zawodników.

AlphaTauri

12 lokata Nycka i 15 Yukiego powinny stanowić dla Scuderii AlphaTauri co najmniej ostrzegawczą lampkę. Dodajmy do tego kłopoty z opanowaniem bolidu przez Tsunodę (”Te hamulce są do kitu! Chcecie mnie rozbić, czy jak?!?”) i w efekcie okazuje się, że być może problem nie leży w samych zawodnikach. Czy to wina bolidu, czy też strategów lub inżynierów – trudno oceniać, pewne jest, że Helmut Marko z pewnością zadowolony nie jest. Szczęście w nieszczęściu, że zamiast skupiać się na niepowodzeniach Tsunody i de Vriesa, obecnie ma na głowie fatalny weekend Pereza w Monako, więc panowie mogą czuć się jeszcze przez chwilę bezpieczni.

Williams

Optymiści twierdzą, że dopiero niecała jedna trzecia sezonu za nami. Realiści mówią, że podczas Grand Prix Monako zespół Williamsa praktycznie nie istniał. Złośliwi podkreślają, że Logan Sargeant udowodnił, że w Monako można wyprzedzać, dając się objechać pięć razy w ciągu dwóch okrążeń. Jakkolwiek by nie spojrzeć na kondycję Williamsa, niewiele są w stanie zdziałać bolidem, który po raz kolejny okazuje się najgorszym w całej stawce. I tylko szkoda Albona, którego wiemy, że stać na wiele, no i Sargeanta, któremu przyszło debiutować w równie fascynujących warunkach, co Schumacherowi u boku Mazepina.

Dziennikarz z wykształcenia, redaktor z zamiłowania. Miłośnik Formuły 1 od 2006 roku i debiutu Roberta Kubicy. Fan Charlesa Leclerca i Scuderii Ferrari, z ciekawością zerkający także na inne serie wyścigowe: F2, F3 i Indycar. W życiu prywatnym mąż i ojciec trójki dzieci, wychowywanych na kolejnych fanów motorsportu.