Welcome to Miami! Po raz drugi Królowa Sportów Motorowych wyrusza na podbój Miami. To jedna z trzech amerykańskich lokalizacji, w których przyjdzie w tym sezonie ścigać się kierowcom. Nic w tym dziwnego – zainteresowanie Formułą 1 w Stanach Zjednoczonych nieustannie rośnie, a celebrytów, którzy pojawią się w ten weekend w padoku trudno będzie zliczyć. Pewne jest jedno – o ile splendoru jesteśmy pewni, rzućmy okiem na statystyki dotyczące tego, czy wyścig również może okazać się emocjonujący.

Miami International Autodrome zagościł w kalendarzu po raz pierwszy w ubiegłym sezonie. To na tym torze wyścigowym, usytuowanym na terenie kompleksu Hard Rock Stadium, rozrysowana została nitka o długości 5,412 km. Poprzednim razem najszybsze okrążenie podczas wyścigu wykręcił tutaj Max Verstappen w Red Bullu, osiągając czas 1:31.361. Szybszy był z kolei Charles Leclerc w kwalifikacjach do wyścigu – rekord pole position na tym obiekcie wyścigowym należy właśnie do kierowcy Scuderii Ferrari i wynosi 1:28.796. Pytanie brzmi, czy w tym roku uda się któryś z tych wyników poprawić.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O ZWYCIĘŻANIU

Do tej pory jedynym zwycięzcą Grand Prix Miami jest ubiegłoroczny triumfator, czyli Max Verstappen. Co ciekawe, Max startował z trzeciego pola, po ośmiu okrążeniach wyprzedził startującego z pole position Leclerca, a następnie tylko na jedno „kółko” oddał prowadzenie Carlosowi Sainzowi. Oznacza to, że ubiegłoroczny zwycięzca prowadził tutaj w wyścigu przez 48 z 57 okrążeń. Czy to kwestia dobrej dyspozycji Red Bulla i jego zawodnika, czy też na tym torze dość trudno jest wyprzedzać i możemy spodziewać się korowodu od startu do mety? Trudno orzec po jednym wyścigu, przekonamy się już w najbliższą niedzielę.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O BYCIU NA PODIUM

W ubiegłym sezonie na podium Grand Prix Miami stanęli odpowiednio Max Verstappen, Charles Leclerc i Carlos Sainz. Co ciekawe, trójka ta jechała na najwyższych pozycjach przez niemal cały wyścig – jedynie na dwa okrążenia na trzecią pozycję wskoczył Sergio Perez – Leclerc zjechał wówczas do pit stopu, by dokonać zmiany opon.

Tym samym, jeśli spojrzymy na wizyty na podium z perspektywy konstruktorów, dwukrotnie meldowali się na nim kierowcy Ferrari i raz kierowca Red Bulla. Patrząc na tegoroczną kondycję obu zespołów, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że znów na podium pojawią się reprezentanci obu ekip. Pytanie brzmi – w jakich proporcjach i na których pozycjach.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O NAJSZYBSZYCH OKRĄŻENIACH I ZDOBYCZACH PUNKTOWYCH

Najszybsze okrążenie podczas minionego wyścigu, jak już zostało wspomniane, wykręcił Max Verstappen. Pole position padło wówczas łupem Charlesa Leclerca. Zerknijmy jednak na to, kto w poprzednim roku punktował podczas Grand Prix Miami. Byli to:

  • Max Verstappen – 26
  • Charles Leclerc – 18
  • Carlos Sainz – 15
  • Sergio Perez – 12
  • George Russell – 10
  • Lewis Hamilton – 8
  • Valtteri Bottas – 6
  • Esteban Ocon – 4
  • Alexander Albon – 2
  • Lance Stroll – 1

Tym samym, jeśli spojrzymy na zespoły, statystycznie rzecz biorąc punkty zdobywać tutaj potrafią Red Bull (38), Ferrari (33) Mercedes (18), Alfa Romeo (6), Alpine (4), Williams (2) i Astron Martin (1). Patrząc na tegoroczną formę, istnieje duże prawdopodobieństwo, że większość z nich dokona tego wyczynu ponownie.

220029 miami gp 2022 saturday Statystycznie rzecz biorąc: GP Miami 2023
GP MIAMI F1/2022 – SABATO 07/05/2022

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O OBECNEJ STAWCE

Przyjrzyjmy się nieco bliżej każdemu z zespołów, by przekonać się, jak może wyglądać nastawienie zawodników i ich szanse w tym wyścigu.

Red Bull Racing

O ile nie ma wątpliwości co do tego, że Red Bull przoduje, o tyle z pewnością motywacji dodało Sergio Perezowi zwycięstwo w Azerbejdżanie w miniony weekend. Jego strata punktowa do Maxa wynosi zaledwie sześć punktów, może zatem pokusić się o kolejny triumf, przypieczętowany najszybszym okrążeniem, by wskoczyć na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej. Pytanie brzmi, co na to Max i czy jakiekolwiek próby pokonania zespołowego kolegi na torze nie okażą się kiepskim pomysłem, który utrudni Red Bullowi dowiezienie potencjalnego dubletu.

Aston Martin

Choć istnieje podejrzenie, że wraz z rozwojem bolidu Mercedesa Aston Martin spadnie nieco niżej, zespół dzielnie trzyma się drugiej lokaty w klasyfikacji generalnej. Ba, ma nawet 11 punktów przewagi nad Mercedesem. Zakładając, że obaj kierowcy (co istotne) będą regularnie dojeżdżać wysoko w punktach, Aston może jeszcze długo utrzymać się wysoko. Podobnie jak Fernando na trzeciej pozycji w klasyfikacji kierowców.

Mercedes

Szóste i ósme miejsce kierowców Mercedesa w ubiegłym tygodniu to zacny rezultat punktowy, choć zespół jasno podkreśla, że to dla niego za mało. Nie ma co się dziwić – Mercedes przywykł do walki o czołowe pozycje, włącznie ze zwycięstwem, a nie o regularne zbieranie małych punktów. Od rozwoju ich bolidu – czy też od zrozumienia go przez kierowców – zależy, jak długo przyjdzie im poczekać na kolejne sukcesy. Pewne jest jedno: Hamilton jest głodny kolejnego podium, Russell także chce pokazać, na co go stać. Pytanie brzmi – na co będą mogli pozwolić sobie w Miami, ale dwa głodne lwy na torze z pewnością będą kąsać, kogo się da.

Ferrari

Pierwsze w tym sezonie podium Charlesa Leclerca w minionym tygodniu to z pewnością dobry prognostyk. Wyraźnie było widać, że kierowcy mieli dobre tempo i coraz lepiej rozumieją się z bolidem. W ten weekend muszą potwierdzić swoją formę, jeśli Ferrari chce wrócić do walki o zwycięstwa i przestać być uznawane za zaledwie czwartą siłę w tabeli.

McLaren

Dziewiąta pozycja Lando Norrisa i jedenasta Oscara Piastriego oznacza jedno – McLaren robi postępy, choć na chwilę obecną po prostu ociera się o punkty. To stanowczo za mało jak na tak renomowany zespół. Pytanie, czy w pełnym blichtru Miami uda się odczarować nieco rzeczywistość i dodać blasku także dorobkowi punktowemu, bo marne 14 punktów wygląda nie za dobrze po czterech rundach sezonu.

Alpine

W ubiegłym roku podczas wizyty w Miami Esteban Ocon zgarnął dla zespołu cztery punkty. Jeśli powtórzyłby ten wyczyn i teraz, do dorobku punktowego Alpine należałoby doliczyć… 50%. Problemem Alpine jest po części sprawny bolid (patrząc choćby na grilla, jakiego urządzili Gasly’emu w miniony weekend), po części zaś – strategia, która zdaje się przypominać Grande Strategię Ferrari. Jeśli zespół upora się z jedną i drugą dolegliwością, być może w końcu doczekamy się poprawy rezultatów Alpine. Zwłaszcza że kierowcy między sobą powinni się dogadać – obaj są wszak pochodzącymi z Normandii Francuzami.

Haas

O ile Guenther Steiner zdaje się być zadowolony z Hulkenberga, który wrócił po kilku latach i daje sobie jako tako radę, o tyle można odnieść po jego ostatnich wypowiedziach wrażenie, że Magnussen jest na cenzurowanym. Podobno Steiner chce mu dać około pięciu wyścigów na pokazanie, czy warto z nim przedłużyć kontrakt na przyszły rok. Jeśli to prawda, Kevin może starać się w najbliższym czasie zrobić wszystko, by nie tylko pokonać zespołowego partnera, ale i zdobyć dla zespołu kolejne punkty.

Alfa Romeo

Sześć punktów Bottasa w Grand Prix Miami z ubiegłego roku obecnie zespół wziąłby z pewnością z pocałowaniem ręki. Cóż – rzeczywistość się zmieniła, Alfa Romeo walczy z AlphaTauri o bycie ósmym zespołem w stawce, a sam Bottas sprawia wrażenie na tyle wyluzowanego, jakby mu nie zależało na przedłużaniu kontraktu. Tyle że jeśli Zhou Guanyu nie zacznie sensownie punktować, może się okazać, że za rok trzeba będzie kompletnie zmienić skład zespołu – a przynajmniej jego nastawienie mentalne.

AlphaTauri

Pocałowaniem ściany Nyck de Vries raczej nie przekonuje do siebie włodarzy zespołu. Zdobyciem marnego punkciku za 10. miejsce Yuki Tsunoda zresztą też. Pewne jest jedno – mając na uwadze fakt, że Franz Tost wraz z końcem sezonu idzie na zasłużoną emeryturę, obaj powinni stawać na wysokości zadania, by przekonać do siebie Laurenta Mekiesa. Grand Prix Miami jest ku temu doskonałą okazją – gdzie lepiej błysnąć jak nie tam? 😉

Williams

Dwunasta i szesnasta lokata kierowców Williamsa w GP Azerbejdżanu może nie napawać optymizmem. Pocieszający jest jednak z pewnością fakt, że żaden z nich nie został zdublowany. Tli się nadzieja, że małymi kroczkami zaczną wprowadzać przynajmniej samochód Alexa Albona do punktowanej dziesiątki. Z drugiej strony – pierwsze punkty w karierze dla Logana Sargeanta z pewnością dodałyby mu wiatru w żagle.

Dziennikarz z wykształcenia, redaktor z zamiłowania. Miłośnik Formuły 1 od 2006 roku i debiutu Roberta Kubicy. Fan Charlesa Leclerca i Scuderii Ferrari, z ciekawością zerkający także na inne serie wyścigowe: F2, F3 i Indycar. W życiu prywatnym mąż i ojciec trójki dzieci, wychowywanych na kolejnych fanów motorsportu.