Wieczorny czy też nocny wyścig w Formule 1? Dawno nie mieliśmy takiego widoku, tymczasem nadchodzące Grand Prix Singapuru po raz kolejny dostarczy nam emocji zapakowanych w nietypowe opakowanie. Półtora tysiąca lamp, które oświetlą tor uliczny, sprawi, że przeniesiemy się do zupełnie innej scenerii niż ta na torze Monza czy Zandvoort.

Co ciekawe, w tym roku kierowcy nie będą mieć do pokonania 23 zakrętów, a zaledwie 20, ponieważ zamiast szeregu szykan w zakrętach 20-23 czeka nas po prostu długa prosta po wyjściu z 19-stki, by na jej końcu skręcić w lewo i wyjechać na prostą startową. Zmiana ta podyktowana jest modernizacją mariny i brakiem możliwości wytyczenia toru nitki toru według dawnej koncepcji, niesie jednak za sobą pewną korzyść. Szacuje się bowiem, że kierowcy będą pokonywać okrążenie wyścigowe nawet od 8 do 10 sekund szybciej, niż do tej pory!

A jak to wyglądało jak do tej pory? Cóż, najlepszy rezultat, dający pole position w sobotniej sesji kwalifikacyjnej to 1:36.015 – wynik ten w 2018 roku wykręcił Lewis Hamilton bolidem Mercedesa. Najszybsze okrążenie podczas wyścigu z kolei padło dzień później łupem Kevina Magnussena, który jadąc samochodem Haasa doszedł do tempa 1:41.905, którego do tej pory nie dało się pobić. Już za kilka dni zobaczymy, czy szacunki dotyczące nowych czasów są trafione, tymczasem przyjrzyjmy się nieco bliżej temu, co mówią nam statystyki o nadchodzącym weekendzie wyścigowym!

KM on pit lane 978 Statystycznie rzecz biorąc: GP Singapuru 2023
Kevin Magnussen, Haas F1 Team VF-18

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O ZWYCIĘŻANIU

Na ulicznym obiekcie Marina Bay Street Circuit gościliśmy do tej pory 13 razy, jednak zwyciężyć udało się tutaj tylko pięciu kierowcom. Aż pięć razy dokonał tego Sebastian Vettel. Tuż za nim plasuje się Lewis Hamilton z czterema triumfami na koncie, a podium w tej kategorii zamyka Fernando Alonso – Hiszpan meldował się na mecie jako pierwszy dwukrotnie. Ponadto po jednym zwycięstwie w Singapurze odnieśli Nico Rosberg i Sergio Perez.

Jeśli spojrzymy na konstruktorów, statystycznie rzecz biorąc, najczęściej zwyciężali kierowcy Mercedesa i Red Bulla (po 4 razy na koncie każdej z ekip) oraz Ferrari (3 triumfy). Po jednym zwycięstwie odniósł także dawne Renault oraz McLaren. Tabela z dostawcami silników mówi nam natomiast, że aż 5 razy zwyciężał tu bolid z silnikiem Mercedesa, czterokrotnie – Renault, trzykrotnie – Ferrari i raz – RBPT.

Aż ośmiokrotnie (61,54%) zwycięzcą okazywał się zdobywca pole position. Dwukrotnie (15,38%) wygrywał tu zawodnik startujący z trzeciego pola startowego, a po jednym triumfie (7,69%) mają na koncie także kierowcy, którzy ruszali do Grand Prix Singapuru z 2, 5 lub… 15 pola startowego. Ten ostatni wyczyn to sprawka Fernando Alonso w 2008 roku. Tak, podczas TEGO „słynnego” Grand Prix Singapuru.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O BYCIU NA PODIUM

Trzynaście wyścigów ulicznych w Singapurze dostarczyło nam zaledwie 14 zawodników, którzy kiedykolwiek stanęli na podium. Niekwestionowanym królem tego toru ulicznego był Sebastian Vettel z ośmioma wizytami na podium, przyjrzyjmy się jednak nieco bliżej obecnej stawce:

  • Lewis Hamilton – 6 wizyt na podium
  • Fernando Alonso – 5
  • Daniel Ricciardo – 4
  • Max Verstappen – 2
  • Charles Leclerc – 2
  • Valtteri Bottas – 1
  • Carlos Sainz – 1
  • Sergio Perez – 1

Jeśli spojrzymy na klasyfikację zespołową, aż 14 razy na podium znajdowali się kierowcy Red Bulla. 10 razy zjawili się tam zawodnicy w barwach Ferrari, 6 – Mercedesa, 4 – McLarena, raz Williamsa. Dwukrotnie na podium znaleźli się także zawodnicy dawnego Renault, czyli w zasadzie obecnego Alpine. To właśnie Renault było tu najczęściej na podium jako dostawca silników – aż 12 razy, wyprzedzając Mercedesa i Ferrari 3 oba zespoły mają na swoim koncie po 10 wizyt.

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O NAJSZYBSZYCH OKRĄŻENIACH

Co ciekawe tylko 6 zawodników miało do tej pory przyjemność zwyciężenia w sesji kwalifikacyjnej do Grand Prix Singapuru. Dwóch z nich dokonało tej sztuki czterokrotnie – Sebastian Vettel i Lewis Hamilton. Charles Leclerc jest z kolei jedynym kierowcą, któremu sztuka ta udała się dwa razy. Oprócz tej trójki po jednym pole position mają tutaj w swoim dorobku także Felipe Massa, Fernando Alonso i Nico Rosberg. I znów, z perspektywy konstruktorów – 6 pole position dla Ferrari, 3 dla Mercedesa, po 2 dla McLarena i Red Bulla.

Jeśli spojrzymy jednak na najszybsze okrążenia w wyścigu, sztuka ta udała się dziewięciu zawodnikom. Czterech z nich – Fernando Alonso, Daniel Ricciardo, Lewis Hamilton i Kevin Magnussen – dokonali tego dwukrotnie! Po jednym „fastest lap” z kolei mają na koncie Nico Hulkenberg i George Russell oraz nieobecni w stawce Kimi Raikkonen, Jenson Button i Sebastian Vettel. W tej kategorii mamy po 3 triumfy Red Bulla i Mercedesa, po 2 dla Ferrari i Haasa oraz po jednym dla Renault, McLarena i Force India.

SI201412187472 Statystycznie rzecz biorąc: GP Singapuru 2023
SINGAPORE – SEPTEMBER 22: Sebastian Vettel of Germany and Infiniti Red Bull racing drives during the Singapore Formula One Grand Prix at Marina Bay Street Circuit on September 22, 2013 in Singapore, Singapore. (Photo by Mark Thompson/Getty Images) *** Local Caption *** Sebastian Vettel // Getty Images / Red Bull Content Pool // SI201412187472 // Usage for editorial use only //

STATYSTYCZNIE RZECZ BIORĄC, KILKA SŁÓW O OBECNEJ STAWCE

Przyjrzyjmy się nieco bliżej każdemu z zespołów, by przekonać się, jak może wyglądać nastawienie zawodników i ich szanse w tym wyścigu.

Red Bull Racing

Dziesiąte zwycięstwo z rzędu dla Maxa Verstappena to nowy rekord Formuły 1. Dodajmy do tego 15 z rzędu zwycięstwo red Bulla (a przy okazji 28 dublet w historii tego zespołu) – ewidentnie widać, że w tej ekipie na chwilę obecną wszystkie trybiki są doskonale naoliwione i pracują we właściwy sposób. Nic zatem dziwnego, że zarówno triumf w klasyfikacji kierowców, jak i konstruktorów, jest po prostu formalnością, której trzeba dopełnić. Nie ma mocnych na Red Bulla, nie ma mocnych na Verstappena, nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym.

Mercedes

Piąte i szóste miejsce na Monzy po kiepskim weekendzie wyścigowym w Holandii to z pewnością dobry znak. Szkopuł tkwi jednak w tym, że tuż przed Mercedesem uplasowali się obaj kierowcy Ferrari. I z jednej strony można mówić, że to przecież Monza, że Tifosi, że magia miejsca, że musieli tu być silni, bo jak nie tu, to gdzie, ale… No właśnie – równie dobrze może to być prognostyk tego, że Ferrari się odbija od dna (o które lubi szurać) i rusza w pogoń za drugim miejscem w klasyfikacji generalnej, a to już Mercedesowi nie w smak.

Ferrari (⬆️1️⃣)

Co to były za kwalifikacje! Co to był za wyścig! Co to był za finisz wyścigu! Jeśli Tifosi oczekiwali emocji, których dostarczy im Ferrari, duet w postaci Sainz (P3) i Leclerc (P4) zrobili rewelacyjne show, walcząc na milimetry aż do linii mety. To zaowocowało nie tylko podium na Monzy, ale także awansem w klasyfikacji generalnej. Oby tak dalej!

Aston Martin (⬇️1️⃣)

Alonso dziewiąty, Stroll szesnasty… Pretensje zespół może mieć tylko do siebie. Było P3 w klasyfikacji konstruktorów, już jest P4. I wprawdzie przewaga 102 pkt nad piątym zespołem wydaje się bezpiecznym buforem, ale… jeszcze kilka takich wyścigów plus przebudzenie mocy w McLarenie i możemy się lekko zdziwić. Na plus z minionego weekendu wyścigowego? Fernando Alonso został pierwszym w historii kierowcą z 20 tysiącami okrążeń w swoim dorobku! To dopiero wyczyn!

McLaren

Lando P8, Oscar P12. Małymi kroczkami McLaren zbiera te punkciki, żeby zwiększać przewagę nad Alpine, ale – szczerze powiedziawszy – szału nie ma. Było dwa razy podium Norrisa, było dojeżdżanie w punktach dwoma bolidami… No cóż, nie pozostaje nic innego, jak odświeżyć umysł i wrócić do Singapuru, gdzie czeka nas nowe rozdanie i nowe możliwości.

Alpine

P15 i DNF to z pewnością nie jest rezultat, o jakim marzy jakikolwiek zespół. Zwłaszcza Alpine, które w ubiegłym roku było czwarte w klasyfikacji generalnej, miało ambitny plan PRZYNAJMNIEJ zachować tę pozycję, a obecnie jest szóste i niewiele wskazuje na to, by sytuacja ta miała w najbliższej przyszłości ulec poprawie. Możliwe, że biorąc pod uwagę roszady personalne w zespole, ekipa dąży już tylko do tego, by dowieźć P6 do Abu Zabi i przegrupować się przed nowym sezonem. Kto wie, kto wie…

Williams

Siódme miejsce Alexa Albona i kolejne 6 punktów dla Williamsa! To, co robi w tym roku, zwłaszcza e jego drugiej połowie Alexander Albon jest po prostu niesamowite! Całość punktów zespołu (21) to jego zasługa i wszystko wskazuje na to, że albo któryś zespół postanowi go podebrać Williamsowi w przyszłym sezonie, albo… ekipa z Grove podziękuje Loganowi i wstawi na jego miejsce kogoś, kto podobnie jak Albon będzie w stanie wykorzystać możliwości, które – jak widać – drzemią w bolidzie.

Haas

W minionym Grand Prix Włoch dwóch kierowców odpadło z rywalizacji, a kolejna dwójka została zdublowana. Tak – ten drugi duet to właśnie kierowcy Haasa. I może Kevin Magnussen ma na swoim koncie dwa najszybsze okrążenia wyścigowe w Singapurze, ale wątpliwe, czy w tym roku również da znać o sobie i przedstawi się z tak dobrej strony. Pytanie brzmi, na ile zespół jeździ, by dojeździć sezon do końca (bez rozbijania bolidów, jak rok temu) i skupia się na przyszłorocznej konstrukcji, a na ile ekipa Hulk+KMag to jednak średni wybór i Gene Haas także za rok będzie sobie pluł w brodę.

Alfa Romeo

Punkcik zdobyty przez Valtteriego Bottasa w Grand Prix Włoch jest bez wątpienia o wiele większą sensacją niż kolejne zwycięstwo Verstappena. Naprawdę! Alfa Romeo jest w tym roku cieniem samej siebie i pozostaje tylko mieć nadzieję, że Peter Sauber i inni postawią zespół na nogi w kolejnym sezonie, bo ten ewidentnie spisany jest już na straty i pozostaje jedynie minimalizować koszty…

AlphaTauri

Teoretycznie żart tym, że AlphaTauri ma więcej zawodników (4) niż punktów (3) powinien bawić, z drugiej jednak strony… to smutne. Smutne, bo części osób nadal szkoda Nycka de Vriesa i ekspresowego pożegnania z Holendrem. Smutne, bo Daniel Ricciardo ledwie wrócił do gry, a już z niej wypadł i kolejny już wyścig odbędzie się bez niego. Jedynym i największym wygranym tej sytuacji zdaje się być Liam Lawson, który prawdopodobnie rewelacyjną jazdą (P11!) właśnie otwiera sobie drogę do F1 na przyszły rok. Nawet Yuki Tsunoda może się czuć zagrożony, jeśli pogłoski o tym, że szefostwo chce przynajmniej jednego doświadczonego zawodnika (Ricciardo) są zgodne z prawdą. Cóż, czas pokaże, ale ja na miejscu Tsunody już teraz szukałbym sobie zajęcia na przyszły sezon…

Dziennikarz z wykształcenia, redaktor z zamiłowania. Miłośnik Formuły 1 od 2006 roku i debiutu Roberta Kubicy. Fan Charlesa Leclerca i Scuderii Ferrari, z ciekawością zerkający także na inne serie wyścigowe: F2, F3 i Indycar. W życiu prywatnym mąż i ojciec trójki dzieci, wychowywanych na kolejnych fanów motorsportu.